26 sierpnia 2026
Wielki Tartak
Dział zatytułowany „Wielki Tartak”Przy Trakcie Zachodnim stanął obóz tartaczny. Zjedź na południe, dwadzieścia sześć lokacji za bramą Letharis. Wielka piła chodzi tam na kole wodnym i tnie sześcioma brzeszczotami naraz — kobyłka z ręczną piłą robi jedną deskę, ten trak robi sześć w tym samym czasie.
Dwadzieścia jeden lokacji: plac ze sztaplami kłód i studnią, hala trakowa, warsztat stolarski, suszarnia desek, ostrzalnia, wozownia z wołami, smolarnia, barak drwali, karczma i trzy chałupy zamknięte na klucz.
Ród ciął tu drewno od czterech pokoleń. Po Rozdarciu miasto potrzebowało desek szybciej, niż jedna rodzina umiała je piłować — więc rodzina wzięła pieniądze od kupców z Letharis i została z mniejszością udziałów. Stary gospodarz jeszcze tu mieszka i zna każde drzewo. Księgę prowadzi przysłany karbowy. Zgadzają się w jednym: piła ma chodzić.
Karczma Pod Trakiem jest teraz twoim domem w puszczy. Kto zginie albo zakończy grę w Mrocznym Lesie, budzi się przy tamtejszym piecu, a nie w tawernie w Porcie przez całe miasto i dwadzieścia sześć lokacji traktu.
Piętnaście zleceń, w tym takie tylko dla fachowców
Dział zatytułowany „Piętnaście zleceń, w tym takie tylko dla fachowców”Karbowy wypisuje kontrakty spółki, gospodarz sprawdza, czy w ogóle wiesz, którym końcem trzyma się siekierę, a tracz uczy fachu i daje robotę, gdy już umiesz.
Część zleceń otwiera się dopiero na poziomie umiejętności. Kontrakt brzozowy poczeka, aż sosna przestanie cię męczyć; dębowy — aż nauczysz się stawiać cięcie. Po cis trzeba iść w głąb Mrocznego Lasu i wrócić. Kto pyta za wcześnie, dostanie odpowiedź, która mówi, czego brakuje, a nie samo „nie”.
Cztery zlecenia wyprowadzają cię z lasu. Trzonki idą do kuźni cechowej w Dzielnicy Przemysłowej, belki pod stemple do cieśli w Osadzie Górniczej, wiosła i maszt do szkutnika w Porcie. Jest też sprawa posłańca, który wyszedł stąd z kwitem i nie doszedł — a kwit szedł razem z nim.
Do tego robota dla każdego, bez pytania o fach: gobliny schodzą bliżej traktu, a zimą wilki podchodzą pod same sztaple.
Stolarstwo sięga wreszcie setki
Dział zatytułowany „Stolarstwo sięga wreszcie setki”Dotąd fach kończył się w połowie skali — powyżej pewnego progu nie otwierało się już nic. Teraz dochodzi pięć nowych wyrobów:
- gonty — sześć z jednej szczapy, z sosny, osiki albo modrzewia
- belki — trzy dębowe szczapy na jedną; to nimi kopalnia stempluje chodniki
- klepki bednarskie — sześć z deski, gięte na parze
- wiosła — dwie deski na sztukę, z jesionu albo buka
- maszt — dwadzieścia łokci drzewca, wyłącznie na traku wodnym
Masztu nie wyciągniesz nigdzie indziej. Ręczną piłą nie da się poprowadzić prostego rzazu przez taką długość i nikt jeszcze tego nie zrobił.
Widzisz teraz, ile się uczysz. Każdy wyrób pokazuje zdobyte doświadczenie i jakość — dotąd deska wychodziła spod piły w milczeniu. Zmieniło się też tempo nauki: przecieranie najtańszego gatunku, kiedy umiesz już obrabiać droższe, daje odpowiednio mniej.
Nauka u trenera kosztuje jak nauka
Dział zatytułowany „Nauka u trenera kosztuje jak nauka”Zdjęcie limitu z umiejętności kosztowało pięć srebrnych monet. Mniej niż trzy godziny pracy nowicjusza — za rzecz, bez której nie da się ruszyć z niczym droższym niż najtańszy surowiec. Teraz pierwszy szczebel to pięć złotych, kolejne odpowiednio więcej.
To decyzja, nie pomyłka: sufit zdejmuje się po tym, jak zawód zaczął zarabiać, a nie zanim się go zacznie.
Alchemia przestała dopłacać do własnych mikstur
Dział zatytułowany „Alchemia przestała dopłacać do własnych mikstur”Pusta fiolka kosztowała więcej, niż dostawało się za gotowy napar. Naczynia staniały, a wyroby pierwszego szczebla są warte tyle, ile powinny — najsłabszy napar sprzedasz teraz za dwa razy tyle, ile kosztuje szkło, w którym powstał.