24 sierpnia 2026
Depozyt: wynajmij przegrody i przestań wybierać, co wyrzucić
Dział zatytułowany „Depozyt: wynajmij przegrody i przestań wybierać, co wyrzucić”W Porcie otwarła się Składnica — można w niej wynająć przegrody na swoje rzeczy.
Niskie okute drzwi w murze przy Rozdrożu Przy Latarni, a za nimi sklepiona izba
wykuta w grubości muru: numerowane klapki od podłogi po sklepienie i klucznik
z księgą przy pulpicie. wykup depozyt u niego kosztuje jednego srebrnika i daje dziesięć przegród —
tanio z rozmysłem, bo masz spróbować, zanim zapłacisz poważnie. Dalej działa
przejrzyj depozyt, włóż <co> do depozytu i weź <co> z depozytu, dokładnie tak
jak przy sakwie.
Przy okienku wystarczy sam czasownik. przejrzyj pokazuje przegrody, a wykup
i powiększ zapytają, o co chodzi — i to jest nowość szersza niż depozyt:
komendy mogą teraz znaczyć różne rzeczy w różnych miejscach. przejrzyj u kupca
dalej pokazuje towar, a tam, gdzie nie ma czego wykupić, wykup po prostu nie
istnieje. Dłuższe formy (wykup depozyt) działają wszędzie i przypomną ci adres
okienka. Ta sama zmiana objęła licencję górniczą i przepustkę pałacową: opłać
i wykup działają teraz u urzędnika, który dokument wystawia.
Przy okazji: na wpisaną komendę, której nie ma, gra odpowiada teraz „Słucham?”
zamiast zdania o nieznanej komendzie i odsyłania do spisu. Krócej i mniej jak
awaria — pomyłkę widzisz sam, a spis komend nadal jest pod ?.
Jedna przegroda to jeden RODZAJ rzeczy, bez limitu sztuk. Dwieście bryłek węgla zajmuje jedną. Węgiel i miedź to dwie, bo to dwie różne rzeczy. Hartowany miecz i zwykły miecz też dwie, bo fason jest częścią tożsamości — ale miecz kiepski i doskonały dzielą jedną, bo jakość jest liczbą, nie osobnym przedmiotem. Dziesięć przegród wystarcza więc na dziesięć rodzajów zapasów, choćbyś miał ich tysiące.
Rzeczy w depozycie nie ciążą wcale, a wracają dokładnie takie, jakie były. Wyszczerbiony topór wraca wyszczerbiony, zakrwawiona koszula zakrwawiona, a włożona sakwa wraca pełna — z całą zawartością. Depozyt niczego nie czyści i nie naprawia; to schowek, nie usługa. Sprzęt, który masz na sobie, trzeba najpierw zdjąć.
Powiększanie jest drogie i ma być drogie. Schowki mają nazwy, nie numery —
od ciasnego przez przeciętny do kupieckiego — i każdy następny daje
dziesięć przegród więcej, kosztując wyraźnie więcej od poprzedniego; różnica
rośnie z każdym kolejnym. Pierwsze wykupi każdy po kilku dniach handlu; górne są celem dla kogoś,
kto naprawdę żyje z obrotu towarem. Cenę następnego stopnia zawsze podaje
przejrzyj depozyt. Więcej: Depozyt.
Bakisty: schowek na własnej łodzi
Dział zatytułowany „Bakisty: schowek na własnej łodzi”W burtę twojej łodzi wpuszczono okutą skrzynię — bakistę. Rzeczy w niej nie
ciążą, nie giną i nikt inny ich nie dosięgnie: otwiera ją tylko właściciel łodzi,
a pasażer odbije się od zamka. Działa bakisty, włóż <co> do bakisty
i weź <co> z bakisty, dokładnie tak jak przy sakwie.
Łódka wiosłowa ma jedną bakistę, żaglówka dwie — lewą i prawą. Przy dwóch
trzeba powiedzieć, o którą chodzi (włóż sieć do lewej bakisty); gołe „bakista”
samo o to zapyta, zamiast wybierać za ciebie. Burty są niezależne, więc da się
trzymać sprzęt osobno od zdobyczy.
Jedna przegroda to jeden rodzaj rzeczy, bez limitu sztuk — jak w depozycie, tylko przegród jest pięć. Sto bryłek rudy zajmuje jedną, ruda i węgiel dwie. Rzeczy wracają takie, jakie je schowałeś: wyszczerbiony nóż wyszczerbiony, włożona sakwa pełna. To schowek podróżny, nie magazyn — pięć przegród ma być dość na wyprawę i za mało na handel.
Zawartość nie przepada. Szkutnik nie kupi łodzi, w której zostały twoje rzeczy — najpierw je wybierz. Wrak to inna sprawa: na rozbitą łódź nie wejdziesz, więc przy złomowaniu szkutnik sam wyjmuje z bakist wszystko i oddaje ci do rąk. Wywrotka też niczego nie zabiera: po naprawie wszystko czeka na miejscu. Więcej: Łodzie i żegluga.
Czego nie uniesiesz, to zostaje na ziemi
Dział zatytułowany „Czego nie uniesiesz, to zostaje na ziemi”Wykopana bryłka nie wciska się już do pełnego plecaka. Gdy przekroczysz udźwig, kolejny łup kładziesz obok siebie — a gra mówi o tym raz, nie po jednym zdaniu na zamach. Kopanie idzie dalej normalnie: nadal dostajesz kruszec, nadal rośnie umiejętność.
Dotąd każda następna bryłka pogłębiała nieodwracalne przeciążenie. Przy „82,8 / 32,0 kg” każdy krok kosztuje wielokrotnie więcej, więc droga z dna kopalni na powierzchnię była karą za dobrą robotę, a jedynym wyjściem wyrzucanie łupu po jednej sztuce. Teraz decyzja należy do ciebie i podejmujesz ją u ściany, nie w połowie drogi do wyjścia.
Kupka pod ścianą nie czeka wiecznie. Porzuconego łupu nikt nie pilnuje — po pewnym czasie przepada, jak każda rzecz zostawiona na ziemi. Wynoś partiami albo zrób miejsce, zanim wrócisz do ściany. Więcej: Górnictwo.
Łódź rozumie więcej słów, a żagiel na cumie ma cenę
Dział zatytułowany „Łódź rozumie więcej słów, a żagiel na cumie ma cenę”Na łodzi żaglowej siada się teraz za sterem, nie przy wiosłach. usiądź za sterem prowadzi na to samo miejsce co dawna komenda — obie działają — ale łódź
odpowiada tym, co naprawdę trzymasz w rękach. Samo usiądź na pokładzie już nie
mówi „nie ma tu przy czym usiąść”, tylko pyta o właściwe miejsce.
zejdź z łódki wreszcie schodzi z łódki, a wejdź na łódkę na nią wchodzi.
Gra nazywała ją łódką, a przyjmowała tylko „łodzi” — teraz przyjmuje jedno
i drugie, razem z zejdź na brzeg i wysiądź.
W martwą ciszę żaglówka sama bierze się do wioseł. Dotąd płótno zwisało, a łódź tylko dryfowała — teraz przy braku wiatru załoga chwyta wiosła i płynie tam, gdzie kazałeś; kiedy wiatr wraca, wiosła idą pod burtę. Oba przejścia usłyszysz, bo różnią się ceną: wiosłowanie kosztuje kondycję. W martwym kącie wioseł nikt nie chwyta — tam odpowiedzią jest hals.
Na żaglówce nie ma wioślarza, jest sternik. Odmowy mówiły „tylko wioślarz może odcumować” komuś, kto siedział za rumplem.
Łodzie graczy przeniosły się na Pomost Trzech Kotwic. Szkutnik dostarcza tam nowe kadłubki i tam cumują twoje — prom liniowy zostaje przy Karniowskim, więc prywatna żegluga i rozkładowa mają wreszcie osobne nabrzeża.
Łódź można obejrzeć. obejrzyj żaglówkę z pomostu albo z pokładu pokaże
kadłub, jego stan i to, przy którym pomoście stoi. Dotąd gra odpowiadała „nie
widzisz tu czegoś takiego” komuś, kto patrzył na własną łódź.
Krótkie komendy pytają, zamiast milczeć. Samo wejdź na pomoście rozejrzy
się i zapyta o twoją łódź („Wejdź do żaglówki?”); wyjdź i zejdź w łodzi
zapytają o zejście na brzeg, a nie o wspinaczkę. Łódź można teraz wskazać jej
nazwą — wejdź do żaglówki, zejdź z żaglówki, wejdź do kutra — i to działa
w każdym przypadku, tak jak przy podnoszeniu rzeczy z ziemi. Przy okazji nazwy
przystani wreszcie się odmieniają: „zacumowana przy Pomoście Trzech Kotwic”,
nie „przy Pomost”.
Przy okazji: „wejdź” i „wyjdź” wróciły do wszystkich. Samouczek trzymał oba
te słowa dla swoich drzwi spiżarni, więc każda inna próba — wejdz na lodke,
wejdz na strych, cokolwiek — odpowiadała „Nie ma tu żadnej spiżarni”, w każdym
miejscu świata i każdemu graczowi.
podnieś zna dwie rzeczy: żagiel i kotwicę. Liczba mnoga („podnieś żagle”)
działa jak pojedyncza, a bez wskazania komenda zapyta, o którą chodzi. Na łódce
bez żagla wymieni tylko kotwicę. Poza łodzią to słowo nadal nic nie znaczy.
Zacumowana łódź z postawionym żaglem nie jest już cichym błędem. Płótno łapie
podmuchy, cuma napina się i kadłub co kilkanaście chwil obija się o pale — przy
mocnym wietrze skończy jako wrak przy własnym pomoście. Przybicie ostrzega o tym
od razu, a zwiń żagiel kończy sprawę. Cumowania nie zablokowaliśmy z rozmysłem:
w sztormie sięga się po nie w ostatniej chwili i nie może wtedy mieć warunków
wstępnych. Więcej: Łodzie i żegluga.
Kopiąc, widzisz, czym kopiesz — „Uderzasz mitrylowym kilofem w skałę” zamiast bezimiennego „kilofem”. Pokój widział to od dawna, tylko górnik nie.
Zdarty kilof naprawdę przepada
Dział zatytułowany „Zdarty kilof naprawdę przepada”Kilof zużyty do końca rozpada się i znika z rąk. Dotąd gra pisała „Twój kilof rozsypuje się w rękach”, przerywała kopanie — i zostawiała kilof na miejscu. Można było uderzyć jeszcze raz, i jeszcze, bez końca: narzędzie kopało z pełną siłą, tylko co kilkanaście zamachów wypisywało to samo zdanie o rozpadzie. Teraz zdanie jest prawdą.
Dlatego przed utratą ostrzegamy dwa razy, a na koniec trzeci. Przy połowie zapasu ostrze wyraźnie się tępi, przy jednej czwartej trzonek trzeszczy i okucie chodzi luźno, a na ostatnich uderzeniach dostajesz wprost, że następne go dokończą. Między pierwszym ostrzeżeniem a stratą jest zwykle kilkaset zamachów — dość, żeby zejść do kowala.
Naprawa ma sens tylko dopóki kilof jeszcze trzyma. Kowal wyprowadzi narzędzie z każdego stanu poza zerem — z zera nie ma czego ratować, bo nie ma już czego trzymać w ręce. Decyzję „naprawiam czy dokopuję do końca” podejmujesz sam, ale podejmujesz ją przed, nie po.
Co warto wiedzieć o tempie zużycia, bo nie jest równe: lepszy kilof wytrzymuje dłużej, a głębokość zjada go szybciej — na dwudziestym poziomie mniej więcej trzy razy szybciej niż przy powierzchni. Jakość egzemplarza liczy się podwójnie: daje i większy zapas, i rzadsze ubytki. Kilof kupiony u Thorbena jest solidny, ale ten wykuty z lepszego kruszcu i lepszą ręką przetrzyma znacznie więcej.
Osobno: kilofem wyzerowanym w walce nie ruszysz już skały. Bicie potworów narzędziem górniczym potrafi zejść z jego wytrzymałością do zera bez rozpadu — i taki kilof dotąd kopał, jakby był nowy. Teraz kopanie odmawia i odsyła do kuźni.
Znachorka kupi twoje mikstury
Dział zatytułowany „Znachorka kupi twoje mikstury”Jadwina skupuje wyroby alchemii — maści, napary, nalewki i proszki. Dotąd ta, która uczy fachu i sprzedaje do niego fiolki, słoiki i spirytus, nie kupowała ani jednego wywaru: gotowy towar brał tylko rzeźnik, młynarz, magazynier albo suszarka ryb, czyli ludzie, których alchemia nie interesuje. Teraz wsad, nauka i zbyt są w jednej izbie.
Płaci po wartości wyrobu, więc wyższy szczebel receptury i lepsza jakość znaczą więcej
miedziaków, a targowanie z charyzmą podnoszą stawkę nawet trzykrotnie. Bierze wyroby
alchemii — swoje własne wywary i zwykłe jedzenie odkupywać nie będzie.
Za groblą na mokradłach zaczyna się osobna okolica
Dział zatytułowany „Za groblą na mokradłach zaczyna się osobna okolica”Z odcinka Traktu Zachodniego przez mokradła schodzi się teraz w same bagna. Pięć zejść z grobli: trzy na zachód, w głąb wody, i dwa na wschód, w wąski pas między groblą a murem miasta. To osiemdziesiąt lokacji i nie są przelotówką — nikt tam nie mieszka, nic się tam nie kupi, a droga na drugą stronę prowadzi przez trakt, nie przez bagno.
Teren zmienia się z odległością od grobli. Najpierw grunt jeszcze trzyma ciężar i widać wydeptane ścieżki. Dalej stoją ściany trzcin wyższe od człowieka, w których widać na dwa kroki. Na końcu jest otwarta woda i kępy turzycy, po których przechodzi się z jednej na drugą. Na twardszym gruncie rosną olszyny, a od strony miasta bagno podchodzi pod sam mur i jest poprzecinane przekopami.
Przez grzęzawisko idzie się wolniej. Tam, gdzie woda wychodzi na powierzchnię, każdy krok kosztuje czas i nic tego nie przyspieszy. Warto o tym pamiętać, wchodząc głębiej, niż się zamierzało.
Tatarak wreszcie rośnie tam, gdzie gra od dawna każe go szukać. Wskazówka u ogrodnika z Sanctum mówiła o mokradłach przy Trakcie Zachodnim, a stanowisk tam nie było. Teraz są — cztery, w miejscach ze stojącą wodą, więc nadal trzeba pamiętać konkretne miejsce, a nie przeczesywać całe bagno.
Przy okazji: w trzcinach da się wreszcie ukryć. Skradanie na mokradłach było dotąd trudniejsze niż na miejskim bruku, choć zasłona jest tam oczywista.
Na mokradłach coś mieszka
Dział zatytułowany „Na mokradłach coś mieszka”Bagno nie jest puste. W wodzie i w trzcinach stoją topielce — to, co zostaje z człowieka, który leżał w wodzie zbyt długo. Pojedynczy jest przeciwnikiem dla kogoś, kto ma już za sobą pierwsze potyczki: mniej groźnym od goblina z lasu, groźniejszym od zdziczałego psa. Świeża postać przegra z nim dwa razy na trzy.
Liczy się jednak nie topielec, tylko ilu ich stoi. W jednym miejscu bywa pusto, w innym trafisz na trzy naraz, a trzy to zupełnie inna walka niż jeden — policz głowy, zanim uderzysz. Przy samych zejściach z grobli nie ma ich wcale, bo wyjście z bagna nie powinno być zasadzką.
A po całym bagnie chodzi coś jeszcze. Zwaliste cielsko wielkości wozu, oblepione mułem, zostawiające za sobą zapadnięty torf. Obchodzi mokradła stałą drogą, wychodzi też na groblę i nie jest przeciwnikiem dla jednej osoby, ani dla dwóch. Kto zobaczy je z daleka, ma czas zejść mu z drogi. Kto nie zobaczy, nie będzie miał czasu na nic.