Przejdź do głównej zawartości

Rubież

Świat nazywa się Rubież. Słowo znaczy pogranicze i w Letharis nie używa się go inaczej: to kraj traktów, pól, boru i jednego pasma gór, otwarty na morze, którym przychodzi towar z portów leżących poza jakąkolwiek dostępną mapą.

Rubież nie ma stolicy, cesarza ani wspólnej rady. Ma miasta, które handlują ze sobą i o sobie plotkują — Letharis jest jednym z nich i akurat tym, o którym plotki są najgorsze.

Wokół Letharis Rubież jest opisana najdokładniej, bo tam ludzie chodzą po sprawach. Dwa trakty wychodzą z miejskich bram: zachodni przez pola, bór i mokradła ku podgórzu, gdzie z kopalni żyje osada, wschodni ku wyludnionym wsiom i drogom, którymi nikt nie jeździ dla przyjemności. Między nimi leżą las, skały i woda.

Kierunki mają tu wartość, którą zna każdy woźnica. Na zachód i na północ idzie handel lądowy, morzem przychodzi towar z daleka, a na wschód nie chodzi się bez powodu — tam kończy się to, co miasto uważa za swoje.

Morze jest drogą, nie granicą. Rozsypane po nim wysepki służą za punkty orientacyjne, schronienia przed sztormem i miejsca, gdzie zostawia się to, czego nie chce się mieć w porcie.

Na tym pograniczu Letharis jest miastem portowym średniej wielkości, szarym i ceglanym, które kiedyś było czymś więcej — perłą handlu i wiedzy, jak się o nim wtedy mówiło. Dziś żyje z portu, z cechów i z ceł, a mówi się o nim z powodu, którego żaden kupiec nie wybrałby dla swojego miasta. Osobna strona: Letharis.

Kilkanaście lat temu rzeczywistość nad Letharis rozdzieliła się na dwie warstwy i tak zostało. Pierwszą nazywa się Jawą — to świat codzienny, ten, po którym chodzą ludzie, wozy i psy. Drugą nazywa się Zniekształceniem, a w kazaniach Kościoła Otwartych Wrót Drugą Stroną: ta sama rzeczywistość, przełożona źle, reagująca na strach i na pamięć.

Granicę między nimi nazywa się Szwem. Nie jest to mur ani drzwi; jest to warunek, który w niektórych miejscach robi się cieńszy, a najcieńszy jest przy wschodnim murze miasta. Objawy tego cienkiego szwu i to, czego druga warstwa nigdy nie robi, opisuje osobna strona: Zniekształcenie.

Oba wymiary widzą naraz tylko nieliczni — Rozszczepieni. Dla wszystkich pozostałych druga warstwa istnieje wyłącznie jako drobiazg, który nie pasuje, i jako opowieść, której nie da się potwierdzić.

Reszta Rubieży stoi nietknięta. W Karniowie na północy handluje się kadzidłem i wełną, w Kesterii wytapia się tanią surówkę, w podgórskim Valdarnie zimę liczy się w sążniach śniegu — i żadne z tych miejsc nie ma swojego Rozdarcia. To ważne dla zrozumienia miasta: Letharis nie jest ostatnim skrawkiem świata, tylko jego dziwnym kawałkiem.

Świat wie o tym niedokładnie i reaguje nie dekretem, a rachunkiem. Nie ma kwarantanny, kordonu ani zakazu podróży; jest coś dla miasta gorszego — Letharis jest omijane. Kapitanowie przestają brać tutejsze ładunki, ubezpieczyciele liczą inaczej, załogi schodzą na brzeg niechętnie i nie na noc.

Nikt tego nie ogłosił. W obcych portach mówi się o Letharis to, co mówi się o miejscu, z którego wracają dziwne opowieści.

Przybysz z Karniowa czy z Kesterii nie zna tutejszego słownika. Nie powie „Zniekształcenie” ani „Rozszczepiony” — powie „to, co się tu stało” i „wy tutaj”, a odpowiedzi wysłucha tak, jak się słucha grzecznego kłamstwa.

Mieszkaniec Letharis zakłada z kolei, że wszyscy wiedzą, i pytaniami się irytuje. Dwie strony tej rozmowy rzadko się spotykają w połowie, a marynarz, który pyta wprost, czy to prawda z tymi cieniami, jest jedyną okazją, przy której człowiek z miasta słyszy, jak dziwnie brzmi jego własne życie.

Zza morza przychodzą też ludzie z krain, do których nikt z Letharis regularnie nie pływa — z republiki kupieckiej na palach, z wyżyny klasztorów-lecznic, z górskiego kraju szybów, z archipelagu ławic, ze stepowego pogranicza konnych łuczników. Miasto wie o nich tyle, ile ze słuchu, i zwykle myli je ze sobą.

  • Rozdarcie — dzień, od którego wszystko inne się liczy.
  • Letharis — miasto, jego mury i jego interesy.
  • Gdzie jesteś — te same miejsca widziane od strony gracza.