Przejdź do głównej zawartości

Dzielnica Świątynna

Dzielnica Świątynna zajmuje wschodnią część Letharis i jest zbudowana wokół jednej rzeczy: Katedry Otwartych Wrót, której dwie wieże mają kształt otwartych bram. Rządzi tu Kościół Otwartych Wrót — jedyna siła w mieście, która uważa Rozdarcie za akt łaski, nie za katastrofę.

To nie jest dzielnica zaniedbana ani uboga. Kościół ma majątek, hierarchię i codzienny rozkład nabożeństw, więc bruk jest tu równy, mury całe, a świece palą się także wtedy, gdy nikogo nie ma w środku.

Za wschodnią granicą dzielnicy stoi już zewnętrzny mur miasta, a za nim Strefy Pęknięcia. Z całego Letharis to tu jest najbliżej.

Kadzidło i wosk, gęściej im bliżej katedry; do tego dym świec, kurz starych ksiąg i zimny kamień, który pachnie inaczej niż kamień na ulicy. Na progach warsztatu świecznika wosk zszedł na bruk i lepi się pod stopą.

Słychać chóralny pomruk z wnętrza katedry, przytłumiony przez mur, ale obecny na placu i w zaułkach przez większość dnia. Do tego bicie małych dzwonków, wyrwane fragmenty litanii — „brama otwarta, brama otwarta” — kaznodzieję, który mówi na placu bez przerwy, i szuranie kolan po kamieniu.

Widać purpurowe szaty kleru i łańcuchy z siedmioma kluczami, mandorlę malowaną nad drzwiami, rzeźbione anioły z dwiema twarzami, kamienie wotywne i świece palące się w biały dzień. Pielgrzymi chodzą w szarych szatach i nie mieszają się z mieszkańcami.

Ulice są wąskie i wiele z nich zamykają schodki — na mrozie śliskie, słyszalne przy każdym kroku. Nazwy mówią, co przy nich stoi: Ulica Woskowa, Ulica Siedmiu Kluczy, Ulica Cmentarna, Uliczka Grabarska, Ulica Relikwiarna.

To jest sedno tej dzielnicy i różnica, po której poznaje się ją najszybciej. Szept z kadzielnicy, świeca, która zapaliła się sama, cień o ułamek spóźniony — w Porcie powód do przeżegnania się, tutaj dowód, że nabożeństwo działa. Reakcją jest spokój, nie strach, a fanatyzm w Dzielnicy Świątynnej brzmi jak pewność, nie jak krzyk.

Skutek uboczny bywa dla obcych mylący: nikt tutaj nie ukrywa rzeczy niewytłumaczalnych i nikt się nimi nie przejmuje. Pytanie o nie dostaje odpowiedź natychmiast i jest to odpowiedź kaznodziei.

Kościół dominuje oficjalnie, ale w zaułkach stoją kapliczki innych odczytań tego samego wydarzenia. Rywalizacja jest cicha i widać ją wyłącznie w drobiazgach: dwa rodzaje świec na tym samym ołtarzu, dwa sposoby układania rąk na płaskorzeźbie, kaplica używana częściej, niż wynika z rozkładu nabożeństw.

Najczęstszym śladem jest kreda. Na murach pojawiają się znaki, które do rana są zamalowane, i to zamalowanie jest jedyną informacją, jaką ktokolwiek tu na ten temat udziela. Miasto tego sporu nie nazywa i kompendium też go nie nazwie — bo nie ma nazwy, którą wypowiedziałaby obie strony.

Kler w purpurze i pielgrzymi w szarości; obok nich ludzie, którzy z katedry żyją: kamieniarz, ludwisarz dzwonków i kluczy, świecznik, introligator modlitewników, malarz ikon, handlarz relikwii, piekarz kapituły, grabarze i pracownicy domu pogrzebowego. Do tego samozwańczy prorocy na placu i żebracy, którzy wyglądają na świętych z wprawy, nie z powołania.

Osobno stoi Penitenciaria — dom, w którym Kościół opiekuje się „dotkniętymi”, czyli Rozszczepionymi, którzy oddali się w jego ręce. Miasto mówi o tym miejscu z ulgą, sami dotknięci różnie.

Przy murze leży Cmentarz Katedralny i to on daje dzielnicy najwięcej pracy. Pod nim, pod samą katedrą, zaczynają się katakumby.

Po pogrzeb i po wszystko, co przy nim potrzebne. Po świece, wota, ikony i relikwie, których wiarygodność jest tu przedmiotem handlu, nie sporu. Po witraż, po odpis, po jałmużnę w domu jałmużny — i po odpowiedź, jeśli ktoś chce takiej, jaką daje kapłan.

Dzielnica jest też węzłem komunikacyjnym: prowadzą z niej bramy do Garnizonu, do Pałacu Rady i ku środkowi miasta. Kto idzie z Twierdzy Straży na północ, przechodzi przez kadzidło.

O tym, w co się w Letharis wierzy poza katedrą: wiara.