Dolne Miasto
Dolne Miasto to największa i najbiedniejsza dzielnica Letharis — pas ciasnych zaułków ciągnący się od bram portowych aż pod mur. Mieszkają tu ci, których wyparło Górne Miasto, a których nie przyjęło Kolegium: robotnicy, ludzie bez papierów i wszyscy, którym wystarcza dach.
Układ ulic nie jest układem. Zaułki zawijają w ślepe końce, podwórka mieszczą się wewnątrz innych podwórek, a przejścia między nimi zna ten, kto się tu urodził. Patrol Straży gubi się w tym po dwóch skrętach, i to jest jedna z przyczyn, dla których Straż tu nie chodzi.
Co się tam czuje
Dział zatytułowany „Co się tam czuje”Zgniłą słomę, przypalony tłuszcz z ulicznych patelni, kwaśny ocet, którym handlarze polewają mięso niewiadomego pochodzenia, i ścieki z rynsztoków, których nikt nie zakrył. Zapachy nie mieszają się w jeden — idą warstwami, ulica po ulicy, i po nich rozpoznaje się, gdzie się jest.
Słychać wrzaski, kłótnie, pieśni pijackie i stukanie w drewniane okiennice, które nie jest przypadkowe. Ważniejsza jest tu jednak cisza: śmiech urwany w pół znaczy, że za rogiem idzie ktoś w kaftanie, a nagła cisza na całej ulicy znaczy coś gorszego.
Widać drewniane dobudówki przybite do ceglanych ścian, pranie na sznurach rozciągniętych między dachami, łatany bruk, puste haki rzeźnickie i murowane studnie, z których nie każda daje czystą wodę.
Brud jest tutaj brudem nędzy, nie pracy, i to jest jedyna różnica, na której mieszkańcom Dolnego Miasta zależy, kiedy porównuje się ich z Portem.
Kreda na cegłach
Dział zatytułowany „Kreda na cegłach”Na murach pojawiają się krótkie znaki kredą, które trzymają się kilka godzin i znikają. Nie są ozdobą i nie są pismem: to jedno pociągnięcie kawałkiem kredy, wykonane przez kogoś, kto mijał ścianę i nie zwolnił kroku. Kto umie je czytać, wie, którędy przeszła Straż i w które drzwi nie warto stukać.
Znaczenie ma nie tylko znak, ale i jego brak. Deszcz zmywa wszystko, więc po nocnej ulewie ściany kłamią przez cały dzień; znak starszy niż doba jest niewiarygodny i wszyscy o tym wiedzą. Zamalowanie jest osobnym komunikatem — i wtedy ważniejsze jest, kto zamalował, niż co.
Kredą piszą przy tym dwie różne organizacje, co obcemu wygląda na jedną. Spirala nie należy do nieoficjalnych i bywa zamalowywana szybciej niż cokolwiek innego, więc świeżo zamalowana spirala mówi o ulicy więcej niż spirala.
Anomalie, które nikogo nie dziwią
Dział zatytułowany „Anomalie, które nikogo nie dziwią”Nikt tu niczego nie tuszuje, więc drobne anomalie są w Dolnym Mieście widoczne bardziej niż gdziekolwiek w Letharis. W jednym podwórzu kamień u progu jest cieplejszy, niż powinien. W pralni kotły dochodzą do wrzenia bez ognia i praczki po prostu z tego korzystają. W którymś oknie lustro pokazuje ulicę o pół sekundy później niż ulica.
Mieszkańcy przywykli i to przywyknięcie jest najbardziej niepokojącą rzeczą w dzielnicy. Pytanie o którąkolwiek z tych rzeczy nie budzi lęku, tylko zdziwienie, że ktoś się pyta.
Kto tam żyje
Dział zatytułowany „Kto tam żyje”Robotnicy, tragarze i praczki; żebracy, kuglarze, drobni złodzieje i uliczni sprzedawcy; browarnik, szewc, świecarz i znachorka, u której leczy się to, na co nie ma pieniędzy w Dzielnicy Świątynnej. Obok nich fixerzy, przemytnicy i informatorzy, których nie widać dość dobrze.
Środkiem dzielnicy jest Studnia Szeptów — nie urząd, ale działa jak urząd, tylko bez ksiąg. Wokół niej rozłożyło się targowisko, na którym część towaru jest legalna, a reszta nie ma powodu o tym rozmawiać.
Prawa pilnują sami, i to jest jedyna rzecz, którą Dolne Miasto powiedziałoby o sobie z dumą. Kto krzywdzi kogoś stąd, ma do czynienia nie ze Strażą, a z jego sąsiadami, i dzieje się to szybciej niż jakikolwiek wyrok. Reszta miasta nazywa to bezprawiem.
Po co ktoś obcy tam wchodzi
Dział zatytułowany „Po co ktoś obcy tam wchodzi”Bo tu się kupuje to, czego nie sprzedaje się otwarcie, i bo tu się pyta o rzeczy, których żaden urząd nie zapisał. Poza tym Dolne Miasto leży w środku: prowadzą przez nie najkrótsze drogi między Portem, warsztatami nad rzeką, Garnizonem i katedrą, więc chodzi się przez nie także bez powodu.
Miasto powtarza, że po zmroku się tam nie wchodzi. Ludzie stąd odpowiadają, że wchodzi się bez przewodnika, i to jest inna uwaga.
Gdzie kończy się władza patroli: Straż Miejska. Sąsiednie dzielnice: Port, Dzielnica Przemysłowa, Garnizon.