Przejdź do głównej zawartości

Mowa miasta

Letharis nie ma własnego języka, ma własne nawyki mowy. Kilkanaście zwrotów, kilka przemilczeń i jedna fraza, która znaczy trzy różne rzeczy zależnie od tonu.

Wszystko to razem daje coś praktycznego: po dwóch zdaniach słychać, skąd ktoś jest i czy jest tutejszy.

Ten sam zwrot jest w Letharis modlitwą i przekleństwem. Decyduje ton i głośność, nic innego. Nic więcej w tym mieście nie działa w ten sposób i to najlepszy pojedynczy dowód, że słownik Kościoła Otwartych Wrót przeciekł do wszystkich.

Powiedziane cicho, przy rozstaniu, znaczy „idź w spokoju” — błogosławieństwo, którego używają także ludzie niewierzący, z przyzwyczajenia. Rzucone głośno i urwane znaczy „niech to” i słychać je na nabrzeżu, w halach cechowych i w Dolnym Mieście. Pełne, śpiewne, w powtórzeniu jest już modlitwą właściwą i słychać je z katedry.

Kto reaguje na przekleństwo jak na modlitwę — albo odwrotnie — właśnie się przedstawił jako obcy.

„Oby ci się cień trzymał” to najcieplejsza rzecz, jaką to miasto potrafi powiedzieć. Znaczy: obyś został jedną osobą. Mówi się to wyruszającym i chorym, i nie mówi się tego lekko.

„Trzymaj się cienia” jest pożegnaniem Dolnego Miasta i jest podwójne: zostań niewidoczny, zostań cały. „Dzień dobry, jeśli dobry” to zdawkowa uprzejmość bez śladu ironii — zwykła ostrożność w twierdzeniach.

„Na siedem kluczy” — z ortodoksji Kościoła, dziś w powszechnym obiegu, mniej więcej na prawach „słowo daję”. Nie znaczy już przynależności.

„Na trzy węzły” znaczy przynależność bardzo wyraźnie, bo tyle węzłów ma sznur drugiego czytania. W złym towarzystwie ta przysięga nie jest przysięgą, tylko wyznaniem, i mówiący zwykle wie o tym lepiej niż słuchający.

„Na pieczęć” jest cechowe i znaczy „ręczę majątkiem”, nie „ręczę honorem”. Różnica jest w Letharis policzalna.

„Widziałem” bez dopełnienia jest w Letharis najcięższym słowem i jedyną przysięgą, której nikt nie składa dobrowolnie. Co dokładnie znaczy: Zniekształcenie.

„Radą i porządkiem” to motto Rady Miasta, używane poza urzędem wyłącznie sarkastycznie, kiedy coś jest oczywiście zepsute. Kto mówi to poważnie, jest urzędnikiem albo się o coś stara.

„Zapytaj Straży” jest odpowiedzią na pytanie, na które nikt nie chce odpowiadać, i znaczy „nie mój kłopot, nie pytaj więcej”. „Białofartucha” mówi się pogardliwie o badaczu z Kolegium. „Sucha noga” to nabrzeżne określenie kogoś, kto nie pływał — nie obelga, ale odmowa zaufania.

Przemilczenia są tu równie skodyfikowane jak zwroty i łamie się je zwykle raz.

  • Pełnej nazwy rocznicy Rozdarcia. Mówi się „Ten Dzień” albo urywa zdanie.
  • Imion zaginionych po zmroku.
  • Ilu cieni się widzi — ani w ogóle tego, że się je liczyło.
  • Słowa „Rozdarcie” rzuconego swobodnie. Mieszkańcy mówią „to, co było”, „od tamtego czasu”. Kto używa nazwy jak zwykłego rzeczownika, jest urzędnikiem, klerykiem albo przybyszem.

Osobną kategorią jest „nic nie było” — zdanie, którym się temat zamyka, a nie zaprzecza. Mówi się je do siebie albo do dziecka i nikt nie pyta, czego dotyczyło.

Miasto rozpoznaje przybysza w kilku sekundach i nie po akcencie.

  • Nazywa rocznicę pełną nazwą, ze szczegółami.
  • Mówi „Rozdarcie” i „Zniekształcenie” wprost.
  • Nie przystaje na pół kroku w progu.
  • Reaguje na „brama otwarta” niezgodnie z tonem.
  • Pyta ludzi, co widzieli — i czeka na odpowiedź.

Datą można się zdradzić równie łatwo: kto podaje dzień po ludowemu, mówi jak mieszkaniec, a kto po łacinie — jak urząd albo Kościół. Oba kalendarze są w użyciu jednocześnie.

Zwroty nie są w Letharis wymienne. Przysięga cechowa w ustach dokera brzmi fałszywie, „na trzy węzły” w ustach kancelisty brzmi jak groźba, a kto sypie idiomami po trzy na zdanie, brzmi jak nikt z tego miasta.

Ludzie używają jednego zwrotu na rozmowę i częściej milczą, niż cytują. Dla kogoś, kto chce brzmieć tutejszo, to jedyna reguła warta zapamiętania.