Przejdź do głównej zawartości

Rozdarcie

Kilkanaście lat temu nad Letharis pękło niebo. Nie w przenośni: w powietrzu została szczelina, a rzeczywistość rozdzieliła się na dwie warstwy. Wydarzenie nazywa się Rozdarciem i od niego miasto liczy wszystko inne — umowy, wiek dzieci, długość służby.

Miasto się wtedy nie skończyło i to jest najważniejszy fakt na tej stronie. Dachy stoją, piekarze pieką, cło się pobiera. Letharis nie jest ruiną, tylko miejscem, które od tamtego dnia robi wszystko o pół tonu za starannie.

Nie ma ustalonej przyczyny. Nie jest to przemilczenie ani sekret czekający na odkrycie: miasto po prostu nie ma na to jednej odpowiedzi, a każda z jego potęg ma odpowiedź własną i sprzeczną z pozostałymi.

Kościół Otwartych Wrót głosi akt łaski. Kolegium Rozdarcia mówi o zjawisku, które da się zmierzyć, i o pomiarach, których jeszcze nie skończono. Consilium odpowiada, że sprawa jest zamknięta i uregulowana edyktem. W Dolnym Mieście nie odpowiada się wcale — pytającego się mierzy wzrokiem i zmienia temat.

Zwykły mieszkaniec nie używa nawet rzeczownika. Mówi „to, co było” albo „od tamtego czasu”; kto rzuca słowem „Rozdarcie” swobodnie, w rozmowie, jest urzędnikiem, klerykiem albo obcym.

Dzień jest znany dokładnie: czterdziesty drugi dzień Czasu Umierania, w kalendarzu urzędu i Kościoła dwudziesty siódmy Octobris. Już sam wybór kalendarza zdradza mówiącego — po pogańsku liczy ulica, po łacinie kancelaria.

Wspólnej nazwy tego dnia nie ma i mieć nie będzie. Brak zgody jest tu istotniejszy od nazw:

KtoJak nazywa ten dzieńCo tego dnia robi
Consilium (edykt)Dzień Porządkudzień roboczy z mocy prawa: edykty czytane na placach, patrole podwojone, urzędy otwarte dłużej niż zwykle
Kościół Otwartych WrótŚwięto Otwarciarocznica łaski, nie żałoba: procesja, katedra pełna, świece palone w biały dzień
Ulica i Dolne MiastoTen Dzieńokiennice zamykane od wieczora poprzedniego, nikt nie pracuje, pije się od rana
Cechy (księgi)Zamknięciehale zamknięte wbrew edyktowi, w rachunkach wpisane jako strata dnia

Konflikt jest wpisany w kalendarz: Rada nakazuje pracę, cechy zamykają hale, Kościół świętuje, Dolne Miasto pije za zasłoniętymi okiennicami. Straż ma tego dnia najwięcej roboty, choć nikt nie popełnił przestępstwa.

Pełnej nazwy dnia zwykli ludzie nie wypowiadają. Mówi się „Ten Dzień” albo urywa zdanie; kto nazywa go wprost i ze szczegółami, sam się przedstawia jako nietutejszy.

Drobne anomalie w codziennym tle. Cień idący ułamek sekundy za właścicielem, szept bez źródła, echo wracające o takt za późno, martwa mucha w środku zimy. Nigdy natrętne, nigdy wyjaśnione — i nigdy potwierdzone przez dwóch świadków zgodnie.

Rozszczepieni. Nieliczni, którzy od tamtego dnia widzą obie warstwy naraz, i którym miasto nie wierzy właśnie dlatego. Osobna strona: Rozszczepieni.

Ludzie, którzy nie wrócili. Weszli w tamten dzień i nie wyszli z niego, a bez ciała urząd nie wykreśla nazwiska. Ich sprawy stoją otwarte do dziś: Zaginieni.

Reputacja, której nie da się odkłamać. Poza Letharis nikt nie ogłosił kwarantanny; kapitanowie po prostu przestali brać tutejsze ładunki. Miasto nie jest zamknięte, jest omijane.

Za wschodnim murem leży pas, w którym świat zachowuje się nie tak, jak powinien. Nazywa się to Strefami Pęknięcia i tam szew między warstwami jest najcieńszy — nie ma tam drzwi ani przejścia, jest cieńszy warunek, którego nikt nie umie opisać dwa razy jednakowo.

Miasto zachowuje się wobec Stref jak wobec wilgoci w ścianie: nie mówi o nich, ale postawiło tam wartę. Straż nie tłumaczy, po co, a pytanie o to jest jednym z tych, na które odpowiada się „zapytaj Straży”.

Czy Strefy rosną, też nie zostało ustalone. Straż zaprzecza, ludzie z ulic pod wschodnim murem twierdzą inaczej i wskazują domy, z których się wyprowadzili.