Dzielnica Badawcza
Dzielnica Badawcza leży w środku Letharis, na osi biegnącej od Pałacu Rady w dół, ku Dolnemu Miastu. Jest siedzibą Kolegium Rozdarcia — ludzi, którzy uważają, że Rozdarcie da się zmierzyć, a co zmierzone, da się w końcu okiełznać.
Dla postronnego jest to po prostu dzielnica dziwnie jasno świecących okien. Czystsza niż Dolne Miasto, mniej zadbana niż marmurowe ulice na północy, i zbyt utylitarna, żeby ktokolwiek tu dbał o elegancję.
Co się tam czuje
Dział zatytułowany „Co się tam czuje”Ozon, formalinę i rozgrzany mosiądz, a przy kotłowni węgiel i żar. Słabiej, ale wyraźnie: spalony papier, którego nikt nie tłumaczy.
Słychać szum pomp i palników przez zamknięte okna, rytmiczne tykanie aparatów, które nie są zegarami, krótkie komendy wykrzykiwane w głębi budynków, miarowy syk pary z kominów i stukot prasy drukarskiej. Nocą zostaje samo tykanie i wtedy jest go słychać z całej ulicy.
Widać bursztynowe światło sączące się przez okrągłe okna i zasłony, miedziane rury biegnące po fasadach, szyldy ze znakiem pękniętego koła, białe fartuchy i posłańców niosących zamknięte pudła, których nie odstawiają. Za szybami pracowni stoją szklane słoje z próbkami nazywanymi spojeniami.
Rura na fasadzie jest ciepła pod dłonią, przy kotłowni bruk lekko drży, a z bram wentylacyjnych ciągnie przeciąg cieplejszy niż powietrze na ulicy. Ulice mają szerokość techniczną — pod wozy z węglem i pudłami, nie pod spacer.
Dzielnica jest jedną maszyną
Dział zatytułowany „Dzielnica jest jedną maszyną”Budynki nie stoją tu obok siebie, tylko razem: kotłownia zasila, wieża mierzy, drukarnia powiela wyniki, a gołębnik je rozsyła. Kubiczne bryły z ciemnej cegły mają płaskie dachy i kominy z jasnym dymem, a dziedzińce zamykają kraty, choć nie ma tam czego kraść.
Środkiem jest Plac Pękniętego Koła, nazwany od znaku Kolegium, i to jedyne miejsce w dzielnicy, w którym ktoś siedzi bez zajęcia. Uczeni kłócą się tu publicznie i głośno, ale wyłącznie o pomiar: o metodę, o godzinę odczytu, o to, czy próbka była ta sama. Nikt nie kłóci się o to, czym Zniekształcenie jest — od tego jest katedra, a tego sporu Kolegium nie prowadzi na placu.
Jak się tu reaguje na anomalię
Dział zatytułowany „Jak się tu reaguje na anomalię”Trójkąt jest w Letharis powszechnie znany i mieszkańcy sami go przywołują. W Porcie ktoś się żegna. W Dzielnicy Świątynnej ktoś kiwa głową, bo wiara się potwierdziła. Tutaj ktoś wyjmuje notes i zapisuje godzinę — i to jest cała reakcja, jaką dzielnica ma w repertuarze.
W jednym z zaułków cień idzie za właścicielem o ułamek dłużej niż gdziekolwiek indziej w mieście. Kilka kroków dalej stoi zapadnięte laboratorium, zabite deskami, którego nikt nie rozebrał i o którym nikt nie mówi. Okna wieży czasem świecą nocą, choć rozkład pracy nie przewiduje nocnej zmiany.
Kto tam żyje
Dział zatytułowany „Kto tam żyje”Badacze w białych fartuchach i woskowanych rękawicach, asystenci z notatnikami, kopiści, drukarze, posłańcy i sprzątaczki w szarych fartuchach. Straży jest tu więcej niż w Górnym Mieście, ale wygląda inaczej: bez galowych elementów, praktycznie, i pilnuje raczej bram dziedzińców niż ulic.
Mówi się o tej dzielnicy, że nie ma w niej ani jednego mieszkania, w którym mieszka cała rodzina. Nie jest to prawda, ale dobrze opisuje, jak Letharis tę dzielnicę widzi: jako miejsce pracy, do którego ludzie przychodzą i z którego wychodzą.
Po co ktoś obcy tam wchodzi
Dział zatytułowany „Po co ktoś obcy tam wchodzi”Po szkło, papier, atrament i rzeczy robione precyzyjnie: soczewki, tłoki, aparaty i to, co potrafi naprawić tylko zegarmistrz. Kolegium płaci też za dostawy i za usługi, których nie chce wykonywać samo, więc zlecenia bierze się tu od ludzi z notesem, nie od kupców.
Drugi powód jest przechodni: przez tę dzielnicę biegnie droga na północ, do Bramy Pałacowej, i na zachód, ku bibliotecznym dziedzińcom. Kto idzie do Pałacu Rady od strony miasta, idzie przez zapach ozonu.
Czym jest to, co się tu mierzy: Zniekształcenie.