Nieoficjalni
Ostatnia z władz Letharis nie ma nazwy, bo nazwa byłaby czymś, co można wpisać do księgi. Mówi się o nich „nieoficjalni”, a w praktyce: przemytnicy, fixerzy, szeptacze, informatorzy — zależnie od tego, czego ktoś od nich chciał.
Ich terenem jest Dolne Miasto, gdzie nie chodzą patrole. To nie znaczy, że nie ma tam porządku; znaczy, że porządek pilnuje się sam.
Jak się ich rozpoznaje
Dział zatytułowany „Jak się ich rozpoznaje”Nie ma znaku, godła ani barwy. Zostają natomiast trzy rzeczy, które widzi każdy, kto przez tydzień chodzi tymi samymi ulicami.
Kredowe znaki na cegłach — krótkie, kilkuznakowe, pojawiają się i znikają w ciągu godzin. Nikt ich nie zmywa specjalnie; po prostu przestają być potrzebne. Węzły na sznurku przy bramach i furtkach, zawiązane tak, że wyglądają na przypadek. Szyldy, które nie pasują do tego, co się za nimi sprzedaje: pracownia rymarza bez ani jednego siodła, skład sieci z zamkniętą izbą na tyłach.
Słychać ich jeszcze łatwiej niż widać. Pojedyncze słowa, które nie mają sensu w zdaniu, są hasłami. Śmiech, który milknie o pół sekundy za wcześnie, znaczy, że za plecami idzie ktoś w kaftanie.
Poza tym rozpoznaje się ich po tym, że nie widać ich dość dobrze. Człowiek, o którym po rozmowie nie da się powiedzieć, jak był ubrany, zwykle wykonuje swoją pracę należycie.
Jak się z nimi rozmawia
Dział zatytułowany „Jak się z nimi rozmawia”Nikt nie podaje imienia. W obiegu są ksywki, i to takie, które nic nie mówią o właścicielu — od narzędzia, od części ubrania, od czynności. Kto pyta o prawdziwe imię, dostaje odpowiedź uprzejmą i nieprawdziwą.
Nie pyta się, czym ktoś się zajmuje. Mówi się, czego się potrzebuje i co się ma, a druga strona sama powie, czy to jej dotyczy. Rozmowa, w której cokolwiek jest powiedziane wprost, jest rozmową z kimś, kto niedawno przyjechał.
Zaufanie idzie za zasługami, nie za monetą, i ma długą pamięć w obie strony. Na nabrzeżu odmowę zaufania streszcza się dwoma słowami: „sucha noga” — o kimś, kto nie pływał, więc nie wie, o czym mowa. Nie jest to obelga, tylko koniec rozmowy.
O tym, jak w Letharis w ogóle poznaje się czyjeś imię: ludzie, imiona i rozmowy.
Czego się nie mówi
Dział zatytułowany „Czego się nie mówi”Nie pyta się, skąd ktoś ma informację. Nie powtarza się, z kim się rozmawiało, choćby rozmowa była o pogodzie. Nie wymienia się imienia człowieka, o którym mówi się, że go zabrali — ani po zmroku, ani przy obcym.
Nie powtarza się też tego, co ktoś powiedział, że widział. „Widziałem”, wypowiedziane bez dopełnienia, jest w tym mieście najcięższym słowem: znaczy „widziałem coś z Drugiej Strony” i za nim idzie pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Ludzie mówią to rzadko, cicho i raz.
Kto łamie te reguły, nie zostaje ukarany. Przestaje po prostu dostawać odpowiedzi, i nikt mu nie mówi, kiedy to się stało.
Kto tam rządzi
Dział zatytułowany „Kto tam rządzi”Z zewnątrz nie widać żadnej hierarchii i możliwe, że jej nie ma. Widać natomiast miejsca, które działają jak urzędy, tylko bez ksiąg: Studnię Szeptów w środku Dolnego Miasta, gdzie wymienia się wiadomości, i kilka podwórzy, na których zawsze ktoś siedzi.
Porządku pilnują sami. Kto krzywdzi kogoś z Dolnego Miasta, nie ma do czynienia ze Strażą, tylko z sąsiadami tego kogoś — i dzieje się to szybciej niż jakikolwiek wyrok. Miasto nazywa to bezprawiem; Dolne Miasto nazywa to jedynym prawem, które kiedykolwiek zadziałało na miejscu.
Czego chcą
Dział zatytułowany „Czego chcą”Przetrwania i handlu — towarem, przysługą, wiadomością, w takiej kolejności, jak się trafi. Wiadomość jest przy tym najlepszym towarem w Letharis, bo nie zajmuje miejsca i można ją sprzedać dwa razy.
Wobec Rady, Kolegium i Kościoła mają jedną wspólną cechę: nie wierzą na słowo żadnemu z nich. Nie jest to program ani doktryna, tylko wniosek z życia w dzielnicy, w której każda z tych trzech instytucji zdążyła już raz czegoś obiecać.
Najcieplejsze pożegnanie, jakie zna Dolne Miasto, brzmi „trzymaj się cienia” i znaczy dwie rzeczy naraz: zostań niewidoczny i zostań cały.
Kontekst: Straż Miejska, mowa miasta.