Katakumby
Pod Katedrą Otwartych Wrót leży ossuarium Kościoła — kilka poziomów kwater wykutych jeden pod drugim. Zejście jest jedno i prowadzi z Dzielnicy Świątynnej; dalej idzie się schodami, po jednej klatce na poziom.
Katakumby nie są ruiną ani grobowcem jednego człowieka. To działający magazyn zmarłych: kwatery, nisze, tabliczki z numerami i porządek, który kapituła utrzymuje od pokoleń. Ton tego miejsca jest chłodny i urzędowy, nie groźny — na górze nikt nie ścisza głosu, bo nie ma po co.
Głębiej znaczy starsze
Dział zatytułowany „Głębiej znaczy starsze”To jedyna oś, po której poziomy się różnią, i widać ją bez żadnej tabliczki.
Najwyżej są kwatery czynne: numery po kolei, świeże tabliczki, zaprawa jeszcze jasna. Niżej ten sam porządek zaczyna się rwać — numeracja przeskakuje, a ktoś ją potem poprawiał inną ręką. Jeszcze niżej leży kwatera braci, gdzie zamiast numerów są imiona i strzępy habitów, a jedno z zejść jest zamurowane.
Pod nią kończą się tabliczki. Nisze są kute nierówno, w kilku zostały odciski po zabranych tekach, a po katalogu nie ma śladu. Najgłębiej stoi kamień starszy niż sama katedra i tam nisz nie ma wcale — kto to kopał, nie kopał pod pochówki.
Ciemność
Dział zatytułowany „Ciemność”Katakumby są ciemne całkowicie i to nie jest atmosfera, a warunek. Bez własnego światła nie widać ani nazwy korytarza, ani niczego w nim — zostaje kamień pod ręką i to, co słychać. A słychać dużo: kapanie, przesunięcie żwiru, oddech powietrza ciągnącego z któregoś zejścia.
Dlatego w Dzielnicy Świątynnej pochodnia jest towarem, na który zawsze jest popyt, i dlatego grabarze mierzą swoją pracę nie odległością, a tym, na ile jej światła wystarczy. Kto zeszedł bez zapasu, wraca po ciemku, licząc skręty.
Czego kapituła nie mówi
Dział zatytułowany „Czego kapituła nie mówi”Zatajenie widać, nie słychać, i to jest w tym miejscu najbardziej niepokojące. Świeża zaprawa położona na starym murze. Stos kości, w którym nie ma ani jednej czaszki. Tabliczki przekute po tej samej dacie, wszystkie tą samą ręką. Numeracja, która w jednym korytarzu przeskakuje o kilkadziesiąt i nigdzie nie wraca.
Kapituła nie zaprzecza i nie tłumaczy. Na pytanie o dolne poziomy odpowiada, że pochówków tam nie prowadzi się od dawna, i zmienia temat — a to w Letharis odpowiedź wystarczająco jasna, żeby nie pytać drugi raz.
Ossuarium nie jest przy tym puste. Bracia schodzą do kwater czynnych i wracają tego samego dnia; niżej z kapituły nie chodzi nikt, i nikt też nie utrzymuje, że nie ma tam nic.
Po co ktoś obcy tam schodzi
Dział zatytułowany „Po co ktoś obcy tam schodzi”Z pracy — grabarze, kamieniarze i bracia mają pod ziemią swoje zajęcia i schodzą tam jak do warsztatu. Poza tym schodzi się po to, czego nie da się już odzyskać nad ziemią: po nazwisko z tabliczki, po rzeczy złożone przy pochówku, po dowód w sprawie, którą urząd zamknął.
Głębsze poziomy mają jednak własną i prostą regułę, którą miasto powtarza bez ozdób: schodzi się tylko tyle, ile się chce, a droga w górę jest zawsze otwarta. Nikt nie musi iść dalej niż na tyle, na ile mu światła i odwagi.
O tym, kto tu chowa swoich i po co: Kościół Otwartych Wrót. O ludziach, którzy nigdy nie dostali tabliczki: zaginieni.