Trakt Wschodni
Trakt Wschodni jest krótszy od zachodniego, pusty i uważany za gorszy. W Letharis mówi się, że na zachód jeździ się po zarobek, a na wschód tylko wtedy, gdy trzeba — i nikt nie próbuje temu zaprzeczać.
Droga wychodzi bramą przy porcie. Brama jest zwykle zamknięta i otwiera się na pytanie, nie na sam widok podróżnego; to jedyne wyjście z miasta, przy którym pyta się, po co ktoś tam idzie.
Pierwszy odcinek: między portem a Garnizonem
Dział zatytułowany „Pierwszy odcinek: między portem a Garnizonem”Zaraz za bramą trakt biegnie skrajem portu i ślepą ścianą twierdzy Straży. Po jednej stronie beczki, liny i zapach smoły, po drugiej mur bez okien i halabardy z czerwoną wstęgą przy przedbramiu. Na kamieniach powtarza się znak Straży: oko w trójkącie.
Ten kawałek jest najpilnowaniej strzeżonym odcinkiem drogi w całej okolicy — Garnizon ma tu własną bramę i wypuszcza nią patrole. Wszystko, co jest dalej, pilnowane nie jest.
Zaniedbany trakt i odnoga do wsi
Dział zatytułowany „Zaniedbany trakt i odnoga do wsi”Za Garnizonem mury Letharis zostają po zachodniej stronie i szybko cichną: dzwony słychać jeszcze przez godzinę, dym z kominów widać dłużej. Pola otwierają się ku wschodowi, koleiny są rzadziej ubijane, a pobocze zarasta.
W jednym miejscu z traktu schodzi na południe boczna droga z koleinami zarosłymi perzem. Prowadzi do wsi, przez którą przed laty przeszedł ogień i której nikt nie odbudował. Zostały zwęglone przęsła płotów, szkielet stodoły o czterech osmalonych słupach, chata sołtysa ze ścianami, które jeszcze trzymają, i kamienna studnia na placyku. Kapliczka ocalała, choć ściana za nią jest osmalona.
Wieś nie jest pusta w tym sensie, w jakim się tego oczekuje. Żyją tam zdziczałe psy, które chodzą watahą, i ludzie, którzy wynoszą z chat to, co jeszcze zostało — jedni i drudzy uważają to miejsce za swoje.
Leśna droga i koniec traktu
Dział zatytułowany „Leśna droga i koniec traktu”Dalej na wschód trakt wchodzi między korony i biegnie leśną drogą: igliwie, plamiste światło, dzięcioł, sójka. Jest to najspokojniejszy odcinek całej drogi, dlatego że nikogo na nim nie ma.
Kończy się tam, gdzie kończy się ziemia rodząca cokolwiek. Ostatnie kępy stepowej trawy urywają się linią tak równą, jakby ktoś ją wypalił, a za nią zaczyna się biel: Słone Pustkowie. Trakt nie ma innego zakończenia i nikt nie budował go z myślą o tym, żeby dokądś prowadził.
Starsi woźnice mówią jeszcze o Żelaznej Górze — grzbiecie daleko na wschodzie, na dawnym odgałęzieniu drogi, którego dziś już nikt nie utrzymuje. Nazwa została w mowie dłużej niż droga w użyciu.
Dlaczego jest mniej bezpieczny
Dział zatytułowany „Dlaczego jest mniej bezpieczny”Nie z powodu potworów. Po prostu nikt tędy nie jedzie, więc nikt nie nadjedzie: na trakcie zachodnim wóz mija wóz kilka razy dziennie, tutaj można iść pół dnia i nie spotkać człowieka. Straż patroluje do bramy Garnizonu i ani kroku dalej — jej władza kończy się tam, gdzie stoją jej bramy.
Do tego dochodzi kierunek. Wschód ma w Letharis złą opinię z powodu, który nie ma z tą drogą nic wspólnego: tuż za wschodnim murem miasta leżą Strefy Pęknięcia, a ludzie łączą jedno z drugim, choć od Stref do końca traktu jest cały dzień marszu. Opinia jest silniejsza niż geografia.
- Słone Pustkowie — co leży za końcem tej drogi i czym to nie jest.
- Rozdarcie — Strefy Pęknięcia i to, co miasto o nich mówi.
- Ruch i podróż — jak się po drogach chodzi w praktyce.