Przejdź do głównej zawartości

Kanały

Kanały to sieć ceglanych korytarzy pod Letharis, którymi ścieki i woda deszczowa spływają z całego miasta do portu i dalej do morza. Nie są lochem, nie są ruiną i nie mają w sobie nic uroczystego — to działająca kanalizacja, zaniedbana od Rozdarcia, lecz nie opuszczona.

Powstawały warstwami. Najniższe odcinki są z kamienia i pochodzą z czasów, kiedy Letharis było jeszcze tylko portem solnym; wyżej idzie cegła z kolejnych przebudów, a najmłodsze łaty widać po innej zaprawie. Nikt tego nie planował jako całości, więc korytarze schodzą się pod kątami, których nie da się przewidzieć.

Wilgotny kamień i osad, do tego gnijące drewno przy starych pomostach roboczych. Od strony portu ciągnie solą, a pod jednym z zejść regularnie wraca ostry, octowy zapach z bednarni na powierzchni.

Słychać kapanie ze sklepienia, plusk gdzieś dalej, echo własnych kroków odbite od cegły, pisk szczura i zgrzyt kraty, którą ktoś podnosi w innym korytarzu. Dźwięk niesie się tu dalej, niż wydaje się możliwe, i wraca z niewłaściwej strony.

Widać niskie ceglane sklepienie, smużki światła spadające przez kratownice w bruku, plamy soli na ścianach i czarne ślady wody znaczące poziom po wezbraniach. Światła jest tyle, ile go wpuszczą kraty, więc w południe idzie się od plamy do plamy, a nocą nie ma czego liczyć.

Kanały zmieniają się z porą roku bardziej niż jakakolwiek ulica nad nimi. Wiosną są wezbrane, prąd jest silniejszy, a plusk słychać z dwóch skrętów dalej. Latem stan wody spada, zostaje osad i algi na ścianach. Jesień znosi w nie wszystko, co leżało na ulicach. Zimą na cegłach osiadają kropelki lodu, osad staje się śliski, a kapanie robi się wyraźnie rzadsze.

Wezbranie nie jest przy tym rzadkim wypadkiem, tylko pogodą — i dlatego w mieście mówi się, że do kanałów nie schodzi się po deszczu, choćby deszcz przestał padać dzień wcześniej.

Nikt tam nie mieszka i to jest cała różnica między kanałami a resztą miasta. Bywają natomiast trzy grupy, każda ze swojego powodu.

Straż zna węzły i śluzy, ale nie patroluje korytarzy; wchodzi, kiedy ma konkretny cel, i wychodzi tą samą drogą. Łapacze szczurów chodzą tu po cichu i najlepiej znają układ, bo płaci im się od ogona, nie od godziny. Przemytnicy z Dolnego Miasta trzymają w bocznych komorach to, czego nie chcą trzymać nad ziemią, i wolą, żeby nikt tego nie odwiedzał.

Anomalie dochodzą tu osłabione i nikt ich nie nazywa. Kamień bywa mokry tam, gdzie nie powinien, a echo wraca o jeden takt za późno — po czym korytarz jest znowu zwyczajny. Dla ludzi, którzy pracują pod ziemią, jest to najmniejszy z powodów, dla których się tam nie wraca po ciemku.

Bo pod ziemię nikt nie patrzy. Kanały łączą Port, warsztaty nad rzeką i Dolne Miasto, a na całej tej długości nie stoi ani jedna brama z wartownikiem — więc chodzi tędy to, co nie może przejść przez bramę na powierzchni.

Drugim powodem jest to, co miasto gubi w rynsztoku, a trzecim ciekawość, która kończy się zwykle na pierwszym rozwidleniu. Wejść z powierzchni jest kilka: studzienka pod bednarnią w Porcie, zejście przy młynie, dwa w Dolnym Mieście i jedno przy nabrzeżu tarcicy.

Miasto nie zabrania schodzić i nie ostrzega. Powtarza tylko jedno zdanie, i to nie o wodzie: w pojedynkę się tam nie chodzi. Powodów podaje kilka, wszystkie różne, zależnie od tego, kto mówi.

Kto z kanałów korzysta najczęściej: nieoficjalni. Dzielnice na powierzchni: Port, Dolne Miasto, Dzielnica Przemysłowa.