Zniekształcenie
Zniekształcenie to druga warstwa rzeczywistości, ta, która została po Rozdarciu. Nie jest osobnym światem ani krainą pod ziemią: jest tym samym miastem przełożonym źle, reagującym na strach i na pamięć. Kościół Otwartych Wrót mówi o nim Druga Strona i przez to określenie przeszło do mowy potocznej.
Granicę między warstwami nazywa się Szwem. Nikt jej nie widział jako linii; poznaje się ją po tym, że w danym miejscu rzeczy przestają się zgadzać o drobiazg.
Po czym się poznaje
Dział zatytułowany „Po czym się poznaje”Sygnatura jest zawsze zmysłowa i zawsze drobna. Zapach metalu i włosów spalonych w piecu, ozon jak po burzy, która nie przeszła. Światło wpadające pod złym kątem do okna, przez które nigdy tak nie wpadało. Szum wody tam, gdzie żadnej wody nie ma.
Najczęściej opisywany objaw dotyczy cienia: idzie ułamek sekundy za właścicielem, jakby go doganiał. Drugi w kolejności jest dźwiękowy — echo wraca o takt za późno.
Jedna scenka to jeden szczegół. Rzecz, która wymaga drugiego zdania na wyjaśnienie, nie jest już anomalią — jest wydarzeniem i miasto zapamiętuje ją inaczej.
Czego nigdy nie robi
Dział zatytułowany „Czego nigdy nie robi”To jest ta część wiedzy o Zniekształceniu, która w Letharis naprawdę się liczy, bo odsiewa doświadczenie od gadania. Osiem rzeczy nie zdarzyło się nigdy.
- Nie kopiuje ludzi. Nie ma podmieńców ani bliźniaków, nikt nie wrócił do domu jako nie swój brat. Zniekształcenie zmienia warunki, nigdy tożsamości.
- Nie mówi zdaniami. Szept bez źródła jest dźwiękiem, nie komunikatem. Nic z Drugiej Strony nie prowadzi rozmowy, nie ostrzega i nie targuje się — kto twierdzi, że usłyszał zdanie, usłyszał siebie.
- Nie atakuje. W mieście nie ma potworów ze Zniekształcenia. Groźne jest to, że przez chwilę nie wiadomo, na którą warstwę się patrzy, a nie to, że coś wyskoczy z zaułka.
- Nie znika pod spojrzeniem. Znika, kiedy się o nim zapomni — odwrotnie niż w opowieściach, i zgodnie z tym, że reaguje na pamięć.
- Nie potwierdza się dwóm świadkom. Dwoje ludzi nigdy nie dogada tego samego szczegółu, choćby stali obok siebie. Dlatego świadek anomalii nie ma w Letharis żadnej wiarygodności.
- Nie mieszka w przedmiocie. Nie ma miecza, amuletu ani klucza z Drugiej Strony. Istnieją „spojenia” — próbki zniekształconej materii, jakie Kolegium trzyma w szklanych słojach, a których posiadanie jest zakazane — ale to próbki, nie przedmioty o mocy.
- Nie ma progu ani drzwi. Nie da się wejść w Zniekształcenie z ulicy. Cieńszy szew jest warunkiem, mniej więcej jak wilgoć albo mróz, i nie prowadzi nigdzie.
- Nie krzywdzi tego, kto nic nie zauważył. Cena idzie za uwagą. Z tego wynika cała pozycja Rozszczepionych: płacą najwięcej ci, którzy widzą najlepiej.
Jak miasto z tym żyje
Dział zatytułowany „Jak miasto z tym żyje”Reakcja na anomalię jest krótka i praktyczna. Najczęściej nie ma jej wcale — człowiek pracuje dalej, bo nie komentuje się tego, czego nie da się potwierdzić. Drugie w kolejności jest zdanie „nic nie było”, powiedziane do siebie albo do dziecka; nie jest zaprzeczeniem, tylko zamknięciem tematu.
Trzecia reakcja jest gestem i widać ją w każdej izbie w mieście: ludzie przystają pół kroku w progu, na tyle, żeby zobaczyć, jak cień ich dogania. Robią to odruchowo. Kto nie przystaje, jest obcy albo bardzo pewny siebie.
W Dzielnicy Świątynnej ten porządek jest odwrócony. Tam anomalia bywa przyjmowana ze spokojem, a czasem z satysfakcją, bo dla wiernych jest potwierdzeniem, nie kłopotem.
Nazwy i milczenie
Dział zatytułowany „Nazwy i milczenie”Słowa „Zniekształcenie” mieszkańcy w rozmowie nie używają, choć je znają. Mówi się „to, co było” i „od tamtego czasu”; nazwa należy do urzędu, kazania i przybysza.
Jest natomiast jedno słowo, które w Letharis waży najwięcej: „widziałem”, wypowiedziane bez dopełnienia. Znaczy „widziałem coś z Drugiej Strony”, mówi się je rzadko i cicho, bo za nim idzie pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi.