Kościół Otwartych Wrót
Kościół Otwartych Wrót jest jedyną instytucją w Letharis, która ma na to, co się stało, gotową odpowiedź: Rozdarcie nie było wypadkiem ani karą, lecz otwarciem. Siedzibą jest Katedra Otwartych Wrót w Dzielnicy Świątynnej.
Sama wiara — patroni, siedem kluczy, mandorla, nabożeństwo — ma własną stronę: wiara. Tutaj chodzi o Kościół jako siłę: o to, co trzyma w rękach i czego nie odda.
Co trzyma w rękach
Dział zatytułowany „Co trzyma w rękach”Kalendarz. To Kościół rozstrzyga, które dni są świętem, a więc kiedy miasto się zatrzymuje. W rocznicę Rozdarcia jego rozstrzygnięcie stoi wprost przeciw edyktowi Rady, która nakazuje pracę — i obie strony robią swoje, nie wchodząc sobie w drogę.
Zmarłych. Pogrzeby, poświęcenie cmentarza, zapis w księdze parafialnej. Rodzina, która chce pochować swojego, przechodzi przez Kościół albo nie pochowa go w ogóle.
Opiekę nad dotkniętymi. Przy Dzielnicy Świątynnej działają kaplica i dom, w których przyjmuje się ludzi wracających z czymś, czego nie umieją opisać: bez opłaty, bez pytań i bez terminu. Nikt inny w mieście tego nie robi, i to kupuje Kościołowi cierpliwość nawet u tych, którzy nie wierzą w ani jedno jego zdanie.
Język. Zwrot „brama otwarta” mówią ludzie, którzy do kaplicy nie chodzą wcale, a przysięgą „na siedem kluczy” rzucają się na targu. Kościół przegrał w mieście spór o wiarę i wygrał spór o słowa, co bywa trwalsze.
Jak rozpoznaje się kapłana
Dział zatytułowany „Jak rozpoznaje się kapłana”Purpurowa albo fioletowa szata, łańcuch z siedmioma kluczami na piersi, kadzidło mirrowe, które zostaje w tkaninie na wiele dni. Kapłana czuje się, zanim się go zobaczy.
Znak na drzwiach domu — malowana mandorla — nie jest ozdobą. Mówi, po której stronie sporu stoi ten dom, i sąsiedzi czytają go bez wysiłku.
Własna brama
Dział zatytułowany „Własna brama”Do Dzielnicy Świątynnej wchodzi się przez bramę, której nie pilnuje Straż. Stoi tam człowiek w fioletowej szacie, z kosturem i łańcuchem kluczy, który odzywa się szeptem i nie tłumaczy odmowy. Kto się upiera, przekonuje się, że wartownik Kościoła nie jest kimś słabszym od strażnika, tylko kimś, kto nie prowadzi ksiąg.
Nie jest to w Letharis wyjątek — inne dzielnice też mają bramy pilnowane przez własnych ludzi. Jest natomiast najczystszy przykład tego, jak wygląda władza, która nie potrzebuje edyktu, żeby kogoś nie wpuścić.
Przeszli — czego Kościół nie odda
Dział zatytułowany „Przeszli — czego Kościół nie odda”Ci, którzy zniknęli bez ciała, mają w doktrynie własną nazwę: Przeszli. Nie zginęli — przeszli przez wrota, więc są dowodem, że wrota są otwarte.
Rodzina, która prosi o uznanie zgonu, prosi kapłana o wyrzeczenie się jednego z twierdzeń wiary. Odmowa jest uprzejma, nieodwołalna i wygłoszona tonem pociechy, co bywa najgorszą jej częścią. Pełny obraz tego sporu — z urzędem po drugiej stronie — na stronie o zaginionych.
Plotka o trzech węzłach
Dział zatytułowany „Plotka o trzech węzłach”W mieście mówi się, że przy dalszych, ubogich kaplicach nie wiąże się siedmiu kluczy, tylko trzy węzły na sznurze, i że mandorla jest tam malowana bez krzyża — sama spirala. Że kapłan chodzi boso i mówi szeptem.
Mówi się też, że przysięga „na trzy węzły” w złym towarzystwie nie jest przysięgą, a wyznaniem, i że lepiej jej nie powtarzać, nie wiedząc, kto stoi obok.
Kapituła nazywa to gorliwością i nikogo nie ściga. Duchowni pytani wprost odpowiadają, że sznur jest sznurem, a węzeł węzłem. Czy chodzi o inny zwyczaj w biedniejszych parafiach, czy o coś więcej, miasto nie rozstrzyga — jak zwykle, kiedy pytanie da się zadać tylko komuś, kto ma powód nie odpowiadać. Praktykę widzianą z bliska opisuje strona o wierze.
Sprzeczność, której miasto nie rozstrzyga
Dział zatytułowany „Sprzeczność, której miasto nie rozstrzyga”Kościół nazywa świadectwem to, co Kolegium nazywa zjawiskiem. W Dzielnicy Świątynnej anomalia jest potwierdzeniem i przyjmuje się ją spokojem albo zadowoleniem; w Porcie ten sam widok kończy rozmowę. Nikt nie próbuje tego uzgodnić.